Patrząc dziś na swoje sportowe cele i wyniki, trudno mi uwierzyć, że wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej.
Moje problemy zaczęły się na początku 2019 roku. Podczas jazdy na snowboardzie doznałem poważnego urazu kolana, który zakończył się operacją. Po zabiegu przeszedłem podstawową rehabilitację, która pozwoliła mi wrócić do codziennego funkcjonowania. Duża część dalszego powrotu do aktywności odbywała się już jednak samodzielnie. Z perspektywy czasu widzę, że zabrakło bardziej długofalowego planu przygotowania organizmu do obciążeń sportowych. Kolano funkcjonowało coraz lepiej, ale nie odzyskało jeszcze wszystkich cech potrzebnych do bezpiecznego powrotu do bardziej wymagających aktywności.
Przez kolejne miesiące stopniowo zwiększałem obciążenia, wracałem do treningów i sportu rekreacyjnego. Wszystko wydawało się zmierzać we właściwym kierunku aż do 2021 roku, kiedy podczas amatorskiego meczu koszykówki ponownie uszkodziłem to samo kolano. Efekt był prosty – druga operacja.
To właśnie wtedy trafiłem do MotionClinic.
Z perspektywy czasu widzę, że największą zmianą nie była sama rehabilitacja. Największą zmianą było zrozumienie, jak naprawdę wygląda powrót do sportu. Nie chodzi wyłącznie o zagojenie tkanek czy odzyskanie zakresu ruchu. Chodzi o przygotowanie organizmu do tego, czego od niego oczekujemy później na treningach, zawodach i w codziennym życiu.
Praca zaczęła się od fundamentów. Odbudowa siły, stabilizacji, kontroli ruchu i pewności siebie. Dużo uwagi poświęciliśmy jakości wykonywanych ćwiczeń, poprawie wzorców ruchowych i stopniowemu zwiększaniu obciążeń. Z czasem trening siłowy stał się nie dodatkiem do rehabilitacji, ale jej naturalną kontynuacją.
Po raz pierwszy poczułem, że nie wracam po prostu do sprawności. Buduję organizm, który ma być gotowy na kolejne wyzwania.
Z biegiem czasu wróciłem do biegania, treningów i sportu rekreacyjnego. Gra w koszykówkę z kolegami przestała budzić obawy. Zamiast myśleć o ograniczeniach, mogłem ponownie skupić się na celach.
A tych zaczęło pojawiać się coraz więcej.
Sport, który początkowo był sposobem na utrzymanie formy, stopniowo przerodził się w prawdziwą pasję. Zacząłem coraz mocniej angażować się w triathlon. Treningi stawały się bardziej wymagające, rosły ambicje i pojawiały się kolejne sportowe marzenia.
W 2024 roku udało mi się zakwalifikować i wystartować w Mistrzostwach Europy Amatorów we francuskim Vichy. Dla wielu osób byłby to szczyt marzeń, ale dla mnie był to przede wszystkim dowód, jak długą drogę udało się przejść od drugiej operacji kolana.
Kolejnym ważnym momentem było złamanie trzech godzin w maratonie już podczas debiutu na tym dystansie. Jeszcze kilka lat wcześniej trudno było mi wyobrazić sobie taki scenariusz.
Dzisiaj nadal trenuję i rozwijam się sportowo. Kiedy pojawiają się większe obciążenia, przygotowania do zawodów albo przeciążenia związane z treningiem triathlonowym, wiem, że nie muszę działać po omacku. Mam zespół, do którego mogę wrócić, skonsultować problem i odpowiednio wcześnie zareagować.
To chyba największa wartość naszej współpracy. Nie chodzi tylko o powrót po urazie. Chodzi o świadomość, że mogę bezpiecznie rozwijać się sportowo, mając obok ludzi, którzy rozumieją wymagania stawiane organizmowi przez ambitne cele.
Za niecały miesiąc przede mną kolejny ważny sprawdzian – walka o kwalifikację na mistrzostwa świata na pełnym dystansie.
Kilka lat temu moim celem było po prostu wrócić do normalnego funkcjonowania. Dziś walczę o miejsce na mistrzostwach świata. I właśnie to najlepiej pokazuje, jak wiele może zmienić dobrze przeprowadzony proces.
Patrząc wstecz, największym sukcesem nie jest dla mnie pojedynczy wynik czy medal. Jest nim możliwość trenowania bez ograniczeń, realizowania kolejnych sportowych marzeń i świadomość, że moje kolano nie wyznacza już granic tego, co mogę osiągnąć.
Link do profilu Kuby https://www.instagram.com/chmielu_triathlon?utm_source=ig_web_button_share_sheet&igsh=ZDNlZDc0MzIxNw==






